Taka ciekawostka o tym co wspólnego mają Gwiezdne Niszczyciele ze Star Wars z niemieckim działem kolejowym z 2 wojny światowej…czyli o tym jak budować modele by wyglądały realistycznie.

Jednym z problemów na jakie natrafiono tworząc modele do Gwiezdnych Wojen było to, że miały grać w filmie główne role a nie tylko być tłem. To oznaczało, że będą filmowane z różnych perspektyw, z bliska i z daleka i zawsze musiały wyglądać jak prawdziwe maszyny, a nie jak uproszczone modele. Spece z Industrial Light & Magic zastosowali w tym celu ciekawą technikę. Pokrywali modele statków kosmicznych drobnymi elementami „ukradzionymi” z innych modeli prawdziwych pojazdów. Dodawało to modelom szczegółowości i sprawiało, że nawet z bliska wyglądały realistycznie. Te elementy nazywano w ILM „Greebles” Jest też coś co jest „świętym Graalem” modelarzy tzw. „Universal Greeblie” – to kołpak osłaniający koła z modelu niemieckiego działa kolejowego w skali 1/72. Ten element można znaleźć niemal na wszystkich statkach kosmicznych od Star Destroyerów po Raidery Cylonów. Stał się tak popularny z kilku powodów: jest ich kilkanaście w każdym zestawie, w każdej skali wygląda naturalnie, nie jest rozpoznawalny, „zawiera w sobie” zarówno kształt koła jaki i kwadratu = pasuje do każdego miejsca. Ten element znajduje się nadal na statkach z nowej serii SW ponieważ ILM i inni go zeskanowali i jest stosowany w grafice komputerowej. Stosują go nawet algorytmy do automatycznego nakładania greeblis w programach do grafiki 3D. I tym oto sposobem niemiecka technologia wojskowa wpłynęła na technologie nie tylko Gwiezdnych Wojen ale chyba wszystkich technologii sci-fi. Firma Hasegawa nieprzerwanie produkuje ten model działa od lat 70…może zarobili by więcej wydając tylko wypraski z universal greeblie

Dodatkowa ciekawostka: Gwiezdne Niszczyciele miały być ciemno szare czy nawet czarne ale okazalo się, że bardzo trudno je oświetlić tak by nie było widać tła a model był rozpoznawalny. Myślano o konwencji, w której statki kosmiczne były by ledwo widoczne w cieniu…w końcu w kosmosie jest ciemno. Na szczęście zrezygnowali z tego. Biały kolor „odkryto” przez przypadek. Podczas prób zdjęciowych wykorzystano nie ukończony model, nie był pomalowany. Okazało się, że wygląda rewelacyjnie a nienaturalność bieli „znika” przez cienie które były wyraźnie widoczne na modelu…i tak już zostało.

Przy okazji jeszcze coś. Gdy kręcono pierwsze SW kleje typu Superglue były dostępne tylko do użytku przemysłowego. Statek Lei klejono klejem, który schnął 10 minut…każdy model tworzono godzinami i dniami. Rozwiązanie dostarczył modelarz zatrudniony na dwumiesięczne zlecenie. Kiedy wszedł do ILM pomyślał ” Boże to jest pieprzona fabryka”…i w związku z taką skalą modelarstwa mógł zamówić wiadro superglue. Inni o tym kleju nie wiedzieli. Pokazał im działanie przyklejając długopis do spodu stołu w 1 sekundę…podobno 10 minut później miał już pracę na stałe w ILM:)

No dobra to jeszcze jedna ciekawostka. Przy filmowaniu wybuchów statków itp. potrzebne są odłamki by eksplozja wyglądała realistycznie. Próbowali wielu rzeczy, ale najlepszy okazał się …makaron. Jest dostępny w wielu kształtach, kruchy, łatwo go pokruszyć do pożądanego rozmiaru. Więc pakowali makaron do Gwiazdy Śmierci. Przy okazji wodospady na Naboo to…cukier, tak cukier sypany po aksamicie. Skubani wymyślili to w kilkanaście godzin, zanim spece od CG zdążyli porozmawiać z Project Managerem:)
#ciekawostki #stahs #starwars #wejscieodzakrystii #modelarstwo